niedziela, 7 kwietnia 2013

W gościnne, łemkowskie progi...

Mniej więcej rok temu wiosenną porą miałem okazję w rodzinnym gronie odwiedzić Regionalna Karczmę „Gościnna Chata”. Znajduje się ona w Wysowej i trzeba przyznać, że jest hitem okolicy. Ciężko tu znaleźć wolne miejsca, a wśród znajomych trwają dyskusje czy prawdziwe łemkowskie jedzenie to w tej karczmie, czy tej po drugiej stronie drogi. No właśnie – w „Gościnnej Chacie” w Wysowej serwują nam kuchnię łemkowską, nie wiem czy prawdziwą, ale na pewno smaczną. Dlatego kiedy dowiedziałem się, że w Krakowie zaistniała „siostra” owej wysowskiej karczmy – nie było wyboru, trzeba było spróbować.

Okazja nadarzyła się szybko i z Współtowarzyszką Biesiady wybraliśmy się tam na późny obiad. Od razu nadmienię, że Karczma nie jest wybitnie oznakowana, więc znalezienie jej na Sławkowskiej nie jest takie proste. Na szczęście daliśmy radę. Mimo wizyty w środku tygodnia o „nijakiej’ godzinie, w środku nie było pusto – siedzieli jacyś obcokrajowcy głośno perorując, siedzieli też dwaj panowie jedząc i zapijając wódeczką.

Wnętrze jest karczmiano-ludowe i nie wyróżnia się szczególnie spośród tego typu miejsc – co nie zmienia faktu, że mi się podobało. Karczma jest ogromna, stoliki znajdują się również w piwnicy, choć tam akurat tym razem było zimno. Jedynym minusem jest moim zdaniem muzyka – ja rozumiem, że jak się ma łemkowską karczmę to nie Norah Jones może w niej brzmieć dziwnie, ale czemu wszyscy właściciele idą w jakieś piejące chóry niewiadomego pochodzenia. W „Gościnnej Chacie” nie usłyszałem muzyki łemkowskiej tylko nieokreślonej proweniencji ludową – i to taką kiepską. Jestem pewien, że da się lepiej…

Poza muzyką było miło, ciepło, Pan Kelner był uprzejmy, więc przeszliśmy do jedzenia. W ramach „czekadełka” dostaliśmy chleb oraz smalec i twarożek. Sam fakt dostania „czekadełka” jest miły, ale było ono maksymalnie przeciętne, więc nie ma się nad czym rozpisywać.


Na pierwszy ogień przyszła Kiesełycia – czyli tradycyjny łemkowski żur owsiany. Zupa idealna na zimę (lub polską wiosnę) – lekko kwaskowata i idealnie rozgrzewająca. Podana była z ziemniakami, które pływały w niej w sporych kawałach – i były pyszne. Polecam!

Drugie dania były reprezentowane przez Kiszeniaki i Kartacze.
Ja się na kartaczach znam średnio i średnio lubię, ale Współtowarzyszka Biesiady lubi i jej wyrok był jednoznaczny – bardzo dobre. Kiszeniaki to gołąbki z kaszy (jęczmiennej i gryczanej) zawijane w liście kiszonej kapusty podane z sosem grzybowym. Może nie jest to danie, które zapamiętam na długo, ale było smaczne i ciekawe. Żeby dopełnić opisu muszę wspomnieć o podpiwku, który zamówiłem. Smak ma bardzo specyficzny – lekko kawowy. Moim zdaniem rzecz idealna na lato – w takiej oszronionej szklance z grubego szkła.


Ceny dań są bardzo umiarkowane a porcje z gatunku tych gigantycznych, więc spokojnie można to miejsce odwiedzić „bez wielkiej okazji”.

Podsumowując – nie zgadzam się ze stwierdzeniem z ulotki reklamowej, że jest to „uroczy zakątek Beskidu Niskiego w samym centrum Krakowa” – jak ktoś chce poczuć Beskid Niski, trzeba jechać w Beskid Niski. Natomiast jeśli ktoś jest ciekawy łemkowskiej kuchni i nie boi się zjeść trochę bardziej „ciężko”, albo komuś jest zimno lub potrzebuje wzmocnienia przeciwko wrogiej aurze, miejsce to jest ciekawą opcją.

MS

Karczma Regionalna „Gościnna Chata”
Ul. Sławkowska 10, Kraków

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz