poniedziałek, 29 października 2012

HalloWine - strasznie smaczny kiermasz, Kraków


Jak się rozgrzać w pierwszy mroźny weekend tej jesieni? Trzeba się wybrać na kiermasz z cyklu Festiwalu Spowalniania Czasu. Stoiska podobne do tych z sierpnia (o czym możecie przeczytać tu), nawet te same twarze, ale kilka nowych odkryć zostało dokonanych. 




Latem nie napisałam o stoisku Corrida z hiszpańskimi specjałami. Być może za mało mnie wtedy dopieszczono, tym razem się udało. Dostałam do spróbowania oliwę w kieliszeczku (czyli tak, jak degustują ją kiperzy, a nie na chlebie, jak zazwyczaj podaje się w takich miejscach). Pouczono mnie, bym rozprowadziła płyn po całej jamie ustnej, pozwalając się jej ogrzać i poczuć dzięki temu wszystkie jej aromaty. Być może to wpływ sugestii, ale poczułam różnicę. Następnie otrzymałam kilka kęsów serków, w tym zasługujący na wspomnienie owczy ser anejo, dojrzewający aż 36 miesięcy, intensywny i lekko pikantny w smaku.
Wśród gruzińskich win z Winnacji ciekawostką okazało się wino z owocu granatu, w wersji półsłodkiej i półwytrawnej. Ja zdecydowałam się na tą drugą opcję i zaskoczona zostałam aromatem wędzarni w połączeniu z charakterystyczną cierpkością tego owocu. Gdy wspomniałam o niedziałającej stronie internetowej usłyszałam nową wersję wydarzeń (o pierwszej pisałam w lecie) – otóż zespół bije się w piersi i ostro bierze się do pracy, obiecując, że niedługo strona zacznie działać.
Podtrzymuję  opinię, że najlepszym stoiskiem Festiwalu są Smaki Grecji. Ten sam pan był równie hojny jak i rozmowny i, co ważne, nie powtarzał się. Gdy podeszłam do stoiska pan już wiedział czego szukam (czujnie podsłuchał o co prosiłam przy słowackim kramie)! Spróbowałam trzech białych i jednego różowego wytrawnego wina, decydując się na zakup orzeźwiającego Rodamo – kupażu regionalnych, peloponeskich szczepów Roditis i Moschofilero. Smak zdecydowanie letni, ale jak człowiek nie będzie wychodził z domu przez cały dzień, to i w zimie będzie smakowało. Niesamowitą niespodzianką było wino Retsina, do którego podczas fermentacji dodaje się sosnowej żywicy. Doznania bardzo specyficzne, smak ziołowy, leśny. Jak dla mnie jednorazowo można wypić nie więcej niż jedną lampkę, ale polecam szukającym wyzwań i nieoczywistych połączeń, dawno nic tak nie zaskoczyło mojego podniebienia.
 Pan wzniósł ze mną toast i  wyjaśnił, że wino ma korzenie w starożytności, kiedy to Grecy używali żywicy do lakowania amfor z winem, stąd aromat przenikający do trunku. Zagryzłam kiszonymi oliwkami i podpuszczkowym, owczym serem Manouri (leciutki, słodkawy, delikatny i kremowy).

Na koniec jeszcze migawka z rodzinnego Podkarpacia. O kozich specjałach napisałam więcej latem, teraz pojawiło się jeszcze stoisko z Dukli, gdzie pan sprzedawał swojsko wyglądające kiełbasy i szynki, menadżerem dobrym nie był i nie częstował, ale naturalności nie można było mu odmówić.
Mimo pluchy na zewnątrz, wychodząc z namiotu, uśmiechałam się do siebie (i swojego żołądka;).





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz