niedziela, 6 stycznia 2013

Cosa Nostra, czyli gdzie Ojciec Chrzestny by nie jadał...

Cosa Nostra to kolejna restauracja, do której nabyliśmy drogą kupna kupon na Grouponie. Tym razem jednak, w przeciwieństwie do jadła czeskiego, menu nie było narzucone i mieliśmy tak zwaną wolna rękę w wyborze elementów posiłku. Cóż... Okazało się, że niestety nie pomogło... Ale od początku.

Pierwszą rzeczą  którą widać po wejściu do restauracji jest jej wygląd (taka oczywista oczywistość na przywitanie...). Cosa Nostra niestety nie zachwyca...

Ulokowana na dwóch poziomach, poziomu pierwszego stanowczo nie polecam. Pusto i jakoś tak niezgrabnie... Na ścianach malunki mające przypominać nam włoskie klimaty (hmmm...) oraz zdjęcia z Ojca Chrzestnego (jedyny pozytywny element, choć przydałoby się troszkę rozdzielczość poprawić). Podłoga w kafelkach (lub inaczej flizach). Całość przypomina na prędce przerobiony bar mleczny, żeby w okresie przejściowym trochę włoskości mu dodać... Trochę lepiej jest na dole, w piwnicy, tak jednak w okresie zimowym warto zaopatrzeń się w dodatkowe sweterki. Jako iż sweterków nie mieliśmy, usadowiliśmy się w jednej z górnych sal przedkładając komfort termiczny nad doznania wizualne. Ale cóż, w końcu przyszliśmy tam jeść a nie ściany oglądać.

Po zamówieniu wybranych przez nas dań dostaliśmy koszyczek chlebka i zestaw trzech oliw smakowych do tego. Bardzo miłe powitanie, gdyby nie to, że smak oliwy wywodził się ze sztucznych aromatów oraz, że nie dostaliśmy talerzyków, więc od początku zachlapaliśmy oliwą pół stolika. Ale litrowa karafka wina pomagała, więc nadal z nadzieją oczekiwaliśmy na nasze przystawki.

Przystawki nadeszły dość sprawnie - tatar z marynowanego łososia podawany z rukolą i kaparami sztuk dwie. Wyglądały zupełnie nieźle i to pozytywne wrażenie utrzymało się do czasu, aż ich spróbowaliśmy. Tatar zupełnie niedoprawiony (i jak się również okazało po usilnych próbach - niedoprawialny), dość nijaki, smak ciężki do uchwycenia, podobnie jak kapary, których... nie było! Z boku za to znajdowały się pomidorki koktajlowe z karczochami, które smakowały jakby wymoczone były w... rybie! Fanem nie zostałam. Na szczęście wino nadal pomagało!


Niedługo potem na stole pojawiły się dania główne. Czarne tagliolini w pikantnym sosie z krewetkami i cukinią dla MS, a na moim talerzu znalazły się sznycelki cielęce z szynka parmeńską i szałwią, duszone w białym winie, z pieczonymi ziemniakami i warzywami grillowanymi. Ziemniaczki i warzywa były ok - wymieszane razem, co sprawiło, że smaki trochę się zmiksowały ale nadal było to ok. Mięso za to było średnio wysmażone, co w przypadku cielęciny nie uważam za najlepszy pomysł, nie mówiąc już o tym, że nie zostałam o to spytana podczas zamówienia, a "krwawiące" mięso na talerzu (jeśli nie jest to tatar) sprawia, że odechciewa mi się jeść... Do tego smak szałwii był niezwykle dominujący, co w całości sprawiło, że nie tylko wyciągałam szałwię spomiędzy szynki i cielęciny, ale i okrawałam sznycelki z kawałków pół-surowych... Plusem było to, że całość przynajmniej w miarę ładnie wyglądała i... wino pomagało!


Podsumowując - gdyby nie wino, wyszlibyśmy z Cosa Nostra bardzo rozczarowani i zniesmaczeni (dosłownie i w przenośni). Jest to miejsce, do którego na pewno długo nie wrócimy (czyt. nigdy). Rozumiem teraz dlaczego tak często pojawia się na Grouponie - jakoś trzeba klientów przyciągnąć...

Na szczęście ktoś kiedyś wynalazł czerwony napitek z winogron i litrowe karafki do pomocy!

KADR-owa

To ja tylko wypowiem się w kwestii tagliolini w pikantnym sosie z krewetkami i cukinią. Danie nie było ostre wcale. Dodatkowo znalazła się w nim podana na ciepło marynowana papryka, która moim zdaniem nijak tutaj nie pasowała. Ogólnie danie było mdłe i nijakie - trochę jak cała restauracja...

MS

Cosa Nostra Ristorante & Pub
ul. Dajwór 25
Kraków
www.cosanostra.krakow.pl

3 komentarze: