czwartek, 31 stycznia 2013

W Lublinie jak na Ukrainie


I spieszę wyjaśnić, że wcale się nie nabijam. No, może troszeczkę, wspominając zaśnieżone drogi;) Ale tytuł posta przyszedł mi do głowy, gdyż restauracja, którą odwiedziłam, ma swój odpowiednik (a może raczej pierwowzór) we Lwowie. Ja aż tak daleko nie dotarłam, natomiast było mi dane dotrzeć na wschód Polski i zasmakować w tradycji.
Pyzata Chata, bo o niej głównie chciałam napisać, to miejsce reklamujące się jako „szybko-obsługowa restauracja”. W związku z czym czułam się nieco zagubiona przy wejściu, gdyż nie wiedziałam jakie zasady tu panują, jednak idąc za tłumem i zasięgając języka u lubelskich towarzyszy można się było szybko zorientować, co jest grane. 

Otóż, jak w amerykańskim filmie na stołówce, trzeba wziąć sobie tacę i sztućce i sprawnie przesuwać się wzdłuż lady, aż zagada nas na ludowo ubrany pan i można będzie złożyć zamówienie. Wybór spory, wcale nieoczywisty. Tajemniczo nazwane zestawy (EKO, SYTY i KRÓLEWSKI) różnią się ceną – niezwykle przystępną (od 9,97 po 16,87) składają się z zupy i drugiego dania (EKO – bezmięsnego, SYTY – mięsnego, KRÓLEWSKI – mięsa, bądź ryby). Jako, że noc za mną i przede mną były wymagające, zdecydowałam się na zestaw SYTY- rosół z makaronem (zupa dnia), a na drugie pulpeciki w sosie koperkowym z ziemniaczkami i zasmażanymi buraczkami

Porcja okazała się gigantyczna. Niestety, zanim udało się zdobyć wolne miejsce (jada tu chyba pół Lublina!), większość jedzenia była już zimna. Rosół bardzo klasyczny, z nieco rozgotowanym makaronem, mogłabym nazwać zacnym, gdyby był wrzący. W temperaturze nieco tylko wyższej od pokojowej przyjęłam tylko połowę. Pulpeciki z mięsa mielonego niewiele różniły się smakiem od kotletów mielonych (jedzonych dnia następnego), względnie smaczne, choć trochę przesolone, co każe mi wątpić w jakość surowca. Sos chyba tylko leżał koło koperku. Ziemniaczki otoczone maślano-śmietanowym sosem z cebulką również miałyby potencjał, gdyby…były gorące. Obroniły się buraczki – smakowały jak u babci, co jest jednym z największych komplementów. Porcję zjadłam do połowy. Wszystko bardzo tradycyjne, bardzo tłuste i bardzo duże. Jednym zestawem spokojnie mogą najeść się dwie osoby. Jeśli potrzebujecie dobrego podkładu przed wieczorem lub przeżywacie syndrom dnia poprzedniego, a w kieszeni niewiele zostało – polecam. Jeśli jest inaczej…niekoniecznie.

A żeby nie pozostawać jednostronną we wrażeniach ze wschodu, podzielę się jeszcze niezwykłym zaskoczeniem. Wieczorem zawitaliśmy w Blues&Jazz Pubie Spirala. Nie spodziewałam się niczego poza pyszną lubelską Perłą (nawet niepasteryzowaną!), konsumpcja miała pozostać ograniczona do napojów, ale jak to bywa po ich pewnej ilości, zgłodnieliśmy. Jak to w barze – pizza. Miał to być po prostu „zapychacz”, a tu – Włochy w środku zimy w piwnicy! Cieniutkie, chrupiące, gorące ciasto, świeże składniki, dodane odpowiednio przed lub po pieczeniu, skropione dobrej jakości oliwą. Miałam przyjemność spróbować pizzy RUCOLA, gdzie zielone było zupełnie świeże i pyszne, a szynka za słuszną namową barmana została zamieniona na salami, cieniutko pokrojone, z wyższej półki, oraz pizzy BLUES, gdzie bekon opływał smakowitym tłuszczykiem, a cebulka była szklista i mięciutka. Żadnego keczupu, żadnego pieprzu nie było trzeba dodawać. Pogratulować! I rozreklamować, chociaż rozumiem, że miejsce nie z tym ma się kojarzyć. Ale po wyjątkowo dobrej muzyce, wyjątkowo dobre jedzenie w wyjątkowo dobrym towarzystwie, to już chyba pełnia szczęścia. 

Źródło: spiralablues.pl


Pyzata Chata
ul. Okopowa 5
Lublin

 
Blues & Jazz Pub Spirala
Ul. Okopowa 9
20-0923 Lublin

4 komentarze:

  1. To ja jednak polecam ukraiński pierwowzór, czyli lwowską restaurację «Пузата Хата» - pod warunkiem, że nie zmieniła się w ciągu kilku lat, bo dość dawno tam nie byłam... Też trzeba było polować na stolik, ale wybór dań i ich smak nie budził wątpliwości :) Jeśli jest tak nadal, to polecam - przy czym gdy tam będziesz, szukaj chaty nie pyzatej ale "puzatej" - na Ukrainie chata jest brzuchata :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odwiedziłam lwowską stronę internetową. Dania na talerzach wyglądają zupełnie inaczej, więc myślę, że masz rację i zdecydowanie trzeba dać im szansę mimo lekkiego zawodu w Polsce...

      Usuń
  2. Hmm ciekawe. Nigdy tak jakoś do tego nie podchodziłam.
    Ale jeśli chcesz zjeść coś dobrego to niedługo otwierają bar "Nóż" gdzie będę serwować dobre hamburgery. Jak do tej pory byli w Radości, ale w końcu czas na własny bar ;)

    OdpowiedzUsuń