Pisaliśmy już kiedyś o tym miejscu (możecie poczytać tutaj),
jednak zmieniło się ono na tyle, że mam poczucie, że trzeba to powtórzyć. O ile
Yellow Dog był „fusion”, o tyle Ramen Girl of Yellow Dog to już zupełny odjazd.
Nie znam połowy składników w menu, co od razu sprawia, że czuję się „wyzwana”.
Druga połowa to smakołyki, o których się czyta lub ogląda w filmach
dokumentalnych, a więc jeśli nadarza się okazja do ich skosztowania, nie można
tego nie zrobić. Rozpoczynamy od stuletniego
jaja z kawiorem ślimaczym!
Etykiety
- Albania
- Azja
- Bo mnie szwagier namówił...
- Burgery
- Cieszyn
- Cukiernie
- Degustacja
- Fast food
- Festiwale kulinarne
- Folusz
- Hiszpania
- Hotel
- Jasło
- Kalisz
- Kraków
- Książki
- Kuchnia amerykańska
- Kuchnia azjatycka
- Kuchnia barowa
- Kuchnia chińska
- Kuchnia czeska
- Kuchnia francuska
- Kuchnia grecka
- Kuchnia hiszpańska
- Kuchnia indyjska
- Kuchnia japońska
- Kuchnia kurdyjska
- Kuchnia lankijska
- Kuchnia łemkowska
- Kuchnia meksykańska
- Kuchnia molekularna
- Kuchnia niemiecka
- Kuchnia orientalna
- Kuchnia polska
- Kuchnia rumuńska
- Kuchnia singapurska
- Kuchnia syryjska
- Kuchnia tajska
- Kuchnia turecka
- Kuchnia wegetariańska
- Kuchnia węgierska
- Kuchnia włoska
- Kursy gotowania
- Lublin
- Macedonia
- Na brzegu talerza
- Najedzeni Fest
- Nałęczów
- Podróże kulinarne
- Polska
- Przemyśl
- Przepisy
- Ruczaj
- Rumunia
- Rymanów
- Singapur
- Slow Food
- Sri Lanka
- Street Food
- Śniadania
- Świat
- Tajlandia
- Wielka Brytania
- Włochy
niedziela, 31 stycznia 2016
czwartek, 17 września 2015
Co pije Wielka Niedźwiedzica?
Rzadko piszemy o miejscach, w których się nie je. Może to
błąd, dlatego spieszę z naprawą. To miejsce urzekło mnie, a jeszcze wcześniej
urzekły mnie produkty tu serwowane. Otóż chodzi o złoty napój bogów, piwo. Do
tego niekłamana filozofia slow food. Czegoś takiego nie mogłam nie opisać. Z
resztą trzeba wspierać podkarpackie inicjatywy, a te z Bieszczadów to już w
szczególności. Jedyna szansa, by spróbować lanego piwa z Bieszczadzkiej
Wytwórni Piwa Ursa Maior poza górami – na krakowskim Kazimierzu (Ursa Maior
Concept Store&Pub).
niedziela, 23 sierpnia 2015
Uczta mięsożerców - Ed Red
Jakiś czas temu zamknięto jedną z najlepszych restauracji w
Krakowie – Ancorę (wspomnienie tutaj). Pomyślałam, że to wielka szkoda, gdzie
teraz spróbuję znakomitej kuchni pana Adama Chrząstkowskiego, kucharza polskiej
prezydencji UE, prowadzącego programy w popularnej telewizji kulinarnej? Na
szczęście szybko okazało się, że pan Adam będzie teraz gotował w nowej
restauracji specjalizującej się w wołowinie. Tym sposobem trafiłam do Ed Red. wtorek, 26 maja 2015
A po drugiej stronie Wisły też mają dobre lody!
Nadeszła wiosna, i choć póki co deszczowa, to zdarzyło się
już kilka słonecznych dni. A jak słoneczna niedziela – to lody. I wiadomo, iż w
Krakowie wszyscy chodzą na Starowiślną, ale ja tym razem byłam po drugiej
stronie Wisły. Na Staromostowej z kolei (tak, żeby nikt nie miał wątpliwości, w
jakim wieku są ulice w Krakowie). Usłyszałam, że działa tam od jakiegoś czasu
malutka lodziarnia z oryginalnymi smakami lodów. Trochę się wahałam, ale gdy
usłyszałam, że akurat jest weekend serowy – popędziłam, gdyż lody o smaku gorgonzoli
z orzechami – to musi być coś!
niedziela, 8 marca 2015
Śladami Pana Nowickiego - Wielopole 3
Niedługo po tym, jak popełniłam pochwalny tekst o Zupitto, w Gazecie
Wyborczej pojawiła się recenzja Pana Nowickiego. Znany krytyk kulinarny
odwiedził lokal na Madalińskiego i…nie smakowało mu. A to, że niedosolone, a to,
że niesmaczne. No cóż…nie muszę mieć takiego samego gustu. Myśląc jednak, że to
jednorazowa rozbieżność zdań, przeczytałam kolejną opinie Pana N. na temat
innego miejsca specjalizującego się w kuchni zdrowej, wegetariańskiej i
bezglutenowej. Tym razem była bardzo pochlebna, więc postanowiłam odwiedzić to
zielone miejsce i sprawdzić czy moje podniebienie, aż tak różni się od
profesjonalnego. W ten sposób trafiłam do restauracji Wielopole 3.
poniedziałek, 26 stycznia 2015
Zadbaj o zdrowie i zjedz zupę!
Jedząc „na mieście” zazwyczaj
szukamy nowych doznań, wrażeń smakowych, inspiracji kulinarnych, relaksu. Czasem
szukamy oszczędności czasu i zwolnienia nas z obowiązku przygotowania posiłku.
Rzadko szukamy zdrowia. Całe szczęście zdrowe gotowanie robi się coraz bardziej
modne. W miejscu, które chciałam Wam przedstawić, zdrowie to priorytet. A
dodatkowo znajdziecie tu również relaks, inspirację, a nawet oszczędność czasu,
jeśli akurat tego potrzebujecie. Tak jest w Zupitto.
czwartek, 18 grudnia 2014
Coś słodkiego na zimową depresję - U lala!
Jakiś czas temu mieliśmy przyjemność uczestniczyć w
warsztatach zorganizowanych w Zen Sushi Bar (dokładnie możecie przeczytać o tym
tutaj). A że niektórzy są w czepku urodzeni to Kadr-owej udało się zgarnąć małe
co nieco. Oprócz zacnego trunku o japońskim pochodzeniu (o różnych rodzajach
sake czytajcie powyżej) otrzymaliśmy zaproszenie do cukierni U lala, która
raczyła bloggerów deserami inspirowanymi wschodem. Trochę czasu upłynęło,
ale w końcu nadszedł ponury zimowy czas
i kupon na słodkości zyskał na wartości (aż mi się zrymowało).
niedziela, 30 listopada 2014
Dla trawojada i nie tylko
Wszyscy pewnie znacie to miejsce, ale bywam tu tak często,
że musiałam w końcu opisać. Może w takim razie będzie krótko i na
temat, a i tak wydaje mi się, że lokal obroni się sam, od dawna zresztą nie potrzebuje
już reklamy. Bar sałatkowy to pomysł nie nowy, jednak ulepszenia jakie
zastosowano w Chimerze czynią go najlepszym barem sałatkowym w jakim zdarzyło
mi się być. Po pierwsze - wystrój – niewielka powierzchnia, uroczo zagracona
starociami i mnóstwem świeżej roślinności. W skrzynkach piętrzą się pękate
dynie, zielone cukinie i poczciwe kapusty. Na rozpalonej kozie stojącej w kącie
pieką się ziemniaczki w mundurkach. Nastrojowe światło z różnokolorowych
lampionów sprawia, że szczególnie w zimowe popołudnia jest tu niezwykle
przytulnie. Latem otwierane są przeszklone ściany i ma się wrażenie, że
praktycznie cały lokal jest na świeżym powietrzu.
piątek, 17 października 2014
Kulinarne wyzwania, czyli wycieczka na Morawy
Kuchnia czeska kojarzy się wszystkim dość jednoznacznie i
nieciekawie – knedliki, smażony ser, piwo…Rumiany pan przy kości dobrze bawi
się za barem. Wesoło, swojsko, ale niezbyt spektakularnie. Czy tak jest w
rzeczywistości? Według mnie – i tak, i nie. Na pewno u naszych południowych
sąsiadów można zjeść tanio i dobrze. Moja wątroba odchorowała tę wycieczkę, ale
myślę, że było warto. A znalazło się nawet parę kulinarnych perełek, których
się nie spodziewałam.
niedziela, 28 września 2014
Pasja jedzenia - pasja tworzenia - ZEN
Po przygodach KADR-owej w TAO, nadeszła pora na poważną
naukę w ZEN. Tym razem cała ekipa Trójspojrzenia mogła skorzystać z zaproszenia
Basi. O ZEN słyszałam już nie raz, miejsce bowiem słynie z dobrego sushi. Tym
bardziej ucieszyłam się, że oprócz degustacji, będziemy mogli skorzystać z
instruktażu i pobawić się we własnoręczne przygotowywanie japońskich specjałów.
sobota, 13 września 2014
Jedzenie z pasją w Tao by Zen - degustujemy
I znów zrobiło się w Trójspojrzeniu degustacyjnie, tym razem jednak azjatycko (czyli to co KADR-owa lubi najbardziej!)! W ostatnią niedzielę zaproszeni zostaliśmy bowiem na "degustację z pasją" do Tao by Zen. Było energetycznie, entuzjastycznie a czasem wręcz ogniście! Jedno, co trzeba przyznać - pasji nie brakowało!
wtorek, 1 lipca 2014
Turecka "ulica" w Krakowie
Jakiś czas temu na stronach Urzędu Miasta odbywał się
konkurs na kulinarny symbol miasta. W szranki stanął obwarzanek, lody na
Starowiślnej, zapiekanki z Placu Nowego i kiełbaski spod Hali Targowej. Wygrał
obwarzanek, chyba ze względu na turystów, wszak, aby docenić pozostałe
propozycje, trzeba w naszym mieście pobyć trochę dłużej, poczuć atmosferę
powłóczyć się bez celu, aż człowiek naprawdę zgłodnieje. Jednakże jeśli mowa o
Hali Targowej i krakowskich specjałach – odkryłam nową, ciekawą propozycję –
Krakowski Kumpir. Kilka razy widziałam już pracowitą ekipę na modnych
wydarzeniach „jedzeniowych” na różnych placach, nigdy nie udało mi się jednak
spróbować od nich niczego. Postanowiłam zatem udać się do źródła. W jednej z
budek na placu targowym serwują przeciekawy fast food, no może „street food”. I
nikogo tu nie chcę obrażać – to taki trochę zdrowszy fast food, nie ma tu
szalonej ilości tłuszczu i cukru. W roli głównej – ziemniak. Duuuuży ziemniak.
piątek, 20 czerwca 2014
Tarantiro Slow Food Burger, czyli Ruczaj też ma swoje burgery!
Szczęście miałam, bo podobno trafiłam na pierwszy, oficjalny dzień otwarcia. A tam już klientów sporo i wydawanie jedzenia szło pełną parą!
niedziela, 15 czerwca 2014
Kiedy wino walczy o palmę pierwszeństwa z jedzeniem - degustcja w Garaż Food&Wine
Dzięki uprzejmości Beaty Cora (z którą zapoznaliśmy się w MooMoo) w ostatni piątek mieliśmy przyjemność gościć na degustacji w Garaż Food&Wine. Dla mnie decyzja o wybraniu się tam nie była prosta - alternatywą było obejrzenie jak Meksyk próbuje ograć Kamerun w piłkę kopaną. Finalnie wybraliśmy z Agatą degustację - i to był dobry wybór!
wtorek, 3 czerwca 2014
Sri Lanka - czyli ryż i curry... a i jeszcze dhal
Przyszła pora żeby opisać kolejną z naszych eskapad o lekkim zabarwieniu kulinarnym. Tym razem nasz wybór padł na Sri Lankę - między innymi ze względu na fakt, że wiele osób mówi i pisze o kuchni lankijskiej jako o mieszance kuchni tajskiej i indyjskiej. A jako, że za kuchnią tajską przepadamy, więc decyzja nie była trudna.
Gdyby ktoś kazał mi opisać kulinarne wrażenia z podróży w maksymalnym skrócie wymieniłbym trzy słowa: ryż, curry i dhal. To gdyby miało być w skrócie, ale nie będzie...
niedziela, 1 czerwca 2014
Regionalna rewolucja - U Schabińskiej
Niektóre miejsca potrzebują rewolucji. To miejsce
zdecydowanie jej potrzebowało. Hotel Perła w Jaśle było to miejsce zupełnie
nijakie. Wiecznie świecące pustkami, z białymi płytkami w sali restauracyjnej
oraz wonią piecyka gazowego unoszącą się powietrzu w zimną grudniową noc. Jedyna
moja wizyta z tamtych czasów skończyła się na piwie, które Pan Kelner przyniósł
chyba z pobliskiej stacji benzynowej, gdyż nie spodziewał się tylu (12!) gości
w sobotę wieczorem. Nie wiem, czy zaproszenie Magdy Gessler było aktem
desperacji właścicieli, czy też zwyczajnym chwytem marketingowym. Wiem, że o
knajpie na chwilę zrobiło się w regionie głośno, a lokal w końcu stał się
„jakiś”. No właśnie, tylko jaki…
czwartek, 1 maja 2014
Najlepsze flaki w Beskidzie Niskim - Hotel Radocyna
W Beskid Niski wracam jak do domu. Tu najlepiej odpoczywam,
zmieniam perspektywę, łapię dystans. To
tu można przejść 17 kilometrów i nie spotkać żywej duszy. A jak już się
przejdzie i zechce kogoś spotkać to można zajść za skraj nieistniejącej już wsi
Radocyna i przywitać się z Panią Wiolą w Hotelu Radocyna. Teren Beskidu
Niskiego to kulinarny miks kuchni łemkowskiej (o tym możecie przeczytać tutaj),
prostych, ale jakże zacnych wyrobów pasterskich oraz tradycyjnej polskiej kuchni
chłopskiej. Dziś kategoria trzecia – w
połączeniu z turystycznym zacięciem.
sobota, 5 kwietnia 2014
Wszechobecny fusion, czyli jedzenie w Singapurze
Marzec był miesiącem azjatyckich podróży! Jednym z miejsc w którym spędziłam 4 gorące dni (upał w mieście był czasem nie do zniesienia, nawet pora nocna nie za bardzo pomagała...) był Singapur. Miasto przez wielu krytykowane za przesadną sterylność, niesamowitą ilość czyhających na wszystkich kar (za śmiecenie, żucie gumy, jedzenie na ulicy czy... sikanie w windach!) i maksymalne uporządkowanie we wszelkich aspektach życia. Na mnie jednak wywarło ogromne wrażenie, i to ogromnie pozytywne!
Ale o jedzeniu miała być mowa, więc...
niedziela, 30 marca 2014
Ulubione ciasto Ernesta Hemingway'a
Mimo, iż z tym przepisem zapoznawałam się tuż przed Bożym
Narodzeniem, to deser ten zdecydowanie bardziej pasuje mi do nadchodzących
Świąt Wielkanocnych. Leciutkie, słodko-kwaśne i super-szybkie. Ulubione ciasto
Ernesta Hemingway’a. Dodatkowo nie mogłam oprzeć się wypróbowaniu go ze względu
na osobę polecającą przepis. Ci, którzy czytali moje poprzednie wpisy mogli się
już zorientować jakiego radio słucham najchętniej. Otóż na antenie Trójki, w
samą Wigilię, ciasto to przygotował sam Piotr Kaczkowski. Pomiędzy lepieniem
uszek, a doprawianiem karpia, wsłuchiwałam się w stukanie łyżeczki o puszkę w
radiowym studio i pilnie zapisywałam recepturę. Jak Pan Piotr poleca jakąś
płytę to jej słucham, skoro poleca ciasto – to je robię.
niedziela, 16 lutego 2014
Białe trufle - o legendarnym szefie kuchni
Gdy książkę polecają Michel Moran („oddawaj fartucha!”) i
Beata Tyszkiewicz, to ja zaczynam się niepokoić. Nie, żebym nie lubiła Pani
Beaty, być dziewiętnastowieczną damą w XXI wieku nie jest łatwo. Jednak te dwa
nazwiska, plus nieco obnażona niewiasta na okładce, ostudziły mój zapał. Tak
rozpoczęłam lekturę wydanej w zeszłym roku powieści „Białe trufle” M.N. Kelby.
Głównym bohaterem jest Georges Auguste Escoffier – legendarny szef kuchni,
gotujący m. in. w Paryżu i Londynie. Postać jest zarysowana bardzo wyraziście –
wielowymiarowo, autorka pokazuje zarówno ciemne jak i jasne strony geniuszu. Trudno
rozeznać się, co jest faktem historycznym, a co fantazją literacką (książka
zdecydowanie nie jest biografią), jednak życie mistrza kuchni z przełomu wieków
ukazane jest niezwykle barwnie. Może raczej smakowicie i pachnąco.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


















