poniedziałek, 30 lipca 2012

O obsłudze, czyli przemyślenia klienta...


Bardzo dobre jedzenie jest w stanie przekonać mnie do wizyty w bardzo dziwnym miejscu (restauracji/barze) - potencjalnie nieciekawym, z fatalnym wystrojem, nieadekwatnymi cenami, albo w odległej lokalizacji. Słowem z powodu dobrego jedzenia jestem stanie wybaczyć wiele.

To czego chyba nie jestem w stanie wybaczyć, to zła obsługa

Jakoś tak się w Polsce utarło, że kelner to nie zawód na całe życie, ale praca dorywcza – taka na „dorobienie” na studiach. I żebyśmy mieli jasność – ja różne rodzaje obsługi akceptuję: od maksymalnie sztywnych i trzymających dystans kelnerów z krakowskiego Copernicusa, po zażyłą i bezpośrednią obsługę w lokalach rodzinnych bądź o luźniejszym charakterze. Absolutnie nie wymagam też nadskakiwania i zbytniej usłużności – wręcz nie przepadam za – przepraszam za wyrażenie – „srająco miłą obsługą”.

W Polsce mamy najczęściej do czynienia ze znudzonymi, lub zajmującymi się swoimi sprawami kelnerami/kelnerkami, które po lokalu bardziej spacerują niż chodzą. Druga kategoria to obrażona na cały świat obsługa, która pracuje „za karę”.

A tak naprawdę nie chodzi przecież o wiele. W miarę możliwości szybka reakcja na zjawienie się Klientów, niezapominanie o zamówieniu i jego poszczególnych elementach, w miarę możliwości miłe nastawienie i sprawne serwowanie dań. Oczywiście świetnie byłoby gdyby kelner/kelnerka wiedzieli w jaki sposób przyrządzane są poszczególne dania, jakie są ich składniki i potrafili polecić pozycji z menu. Bez przesady oczywiście – ja nie oburzam się na Pana Kelnera, który zapytany o rodzaj zaserwowanego nam sera odpowiada, że nie wie. Ale strasznie miłe byłoby gdyby wykazał inicjatywę i zapytał kogoś kto danie przygotował.

Na szczęście są też przykłady pozytywne:

Na najlepszą obsługę trafiłem w Rules, podobno najstarszej tradycyjnie brytyjskiej restauracji w Londynie. Sposób w jaki nasz kelner opowiadał o jedzeniu pozwalał myśleć, że jest on prawdziwym fascynatem jedzenia, a wiedza na temat poszczególnych dań była naprawdę imponująca. Do tego profesjonalizm serwowania – i nie można chcieć niczego więcej.

Pasję dotyczącą jedzenia i serwowanego wina wykazuje też obsługa w krakowskich Klimatach Południa. Jak dla mnie jedna z najlepszych obsług z jaką się zetknąłem – wiedza o potrawach bardzo duża. Przy kilku okazjach osoby, z którymi jadłem skorzystały z porad dotyczących wyboru dania i były bardzo zadowolone. Wszyscy w tej restauracji potrafią kompetentnie opowiadać o winach oferowanych w karcie dodając od siebie różne ciekawostki. Niestety bywa, że część obsługi jest ewidentnie w złym humorze i to odbija się na jakości. Podobno ostatnio dzieje się tak częściej…

Podobnie dobre wrażenia mam po wizycie w Scandale Royal – i tam już złego nastroju obsługi nie uświadczyłem.

Wiele spodziewałem się po obsłudze, w prowadzonej przez medialnego Pana Gesslera oraz jego synów, restauracji w Hotelu Francuskim w Krakowie. I początkowo byłem nawet zafascynowany faktem, że większość kelnerów to panowie w średnim wieku, bądź nawet starsi. Z czasem moja fascynacja obsługą tutaj nie spadała, ale zaczęła pochodzić z innego źródła. Panowie Kelnerzy pochodzili do obsługi z nonszalancją i spokojem na granicy ignorowania, choć trzymali jakąś ciężką do opisania „klasę” i uprzejmość – było tak podczas wszystkich moich wizyt. Nonszalancja w tym lokalu oznacza np. niepodanie jednego zestawu sztućców, podanie bułeczek z masłem tylko części stolika, zaserwowanie potrawy bez jej części itp. Dodatkowo w obsługę poza kelnerami zaangażowani są kucharze, którzy wykańczają część potraw przy gościach i serwują je oraz nierzadko właściciele. Sprawia to, że często przy stoliku okupowanym przez dwie osoby znajduje się 5-6 osób obsługujących. Co więcej mam wrażenie, że wszystko to jest jakieś nieuporządkowane i sprawia wrażenie chaosu i swoistego „miotania się” dookoła Klienta. Znam wiele osób, które są zirytowane obsługą w tej restauracji, mnie osobiście bawi ona i podchodzę do niej jak do czegoś w rodzaju „zjawiska”.

Zupełnie inna bajka to obsługa w restauracjach masowych. Dla mnie takie jest „Pod Wawelem – Kompania Kuflowa” oraz po części Jeff’s. Ilość stolików oraz gwar panujący „Pod Wawelem” na 100% nie ułatwia obsługi. Jednak kelnerzy i kelnerki mają tam wyraźnie ustawiony standard obsługi i w większości przypadków trzymają się go. Powoduje to, że przy każdej wizycie jestem obsłużony sprawnie i bardzo uprzejmie. Choć zdaję sobie sprawę, że przy takim „przerobie” uprzejmość ta jest często pewnie nieco sztuczna. Raz tylko wyraźnie zmęczona kelnerka zawarczała na mnie i towarzysza ;) Ogólnie, biorąc pod uwagę charakter lokalu, uważam że obsługa jest naprawdę świetna.

O przykładach złej obsługi szkoda dodatkowo pisać, jeden z nich znalazł się już w innym wpisie. Drugi, który mnie szczególnie zraził to obsługa w Horai na krakowskim Kazimierzu. Tam w dość pustej restauracji czekaliśmy na przystawki i zupy tak długo, że po raz pierwszy podziękowaliśmy za danie główne i wyszliśmy…

Osobna kategoria to obsługa w Alberiche na Karmelickiej, miejscu któremu kibicuję. Jest to dość nowy lokal założony przez „autentycznych Meksykanów”. Obsługą tam zajmuje się „tata” i chyba córka oraz młoda dziewczyna z Polski. My byliśmy obsługiwani przez „tatę”. Ze zrozumieniem języka polskiego było ciężko, z zapamiętaniem szczegółów zamówienia jeszcze gorzej – napojów nie dostaliśmy bez ponownego przypomnienia się, podobnie zresztą jak zupy. Ta wjechała na stół jako ostatnia, po dwóch daniach głównych i dwóch przystawkach, które nota bene zostały podane równocześnie i radośnie sobie stygły. Widać iż obsługa na swój sposób się stara i jest w tym wszystkim urocza, więc w połączeniu z rodzinnym charakterem tego miejsca ja jestem w stanie zgodzić się na bardzo wiele.

Żeby się już bardziej nie rozpisywać. Ja wiem, że kelnerom płacą często skandalicznie mało i jest to trudna praca, ale są przykłady, że da się ją wykonywać świetnie, a jeśli nie perfekcyjnie to przynajmniej w taki sposób, że gość jest zadowolony. Nie chcę generalizować, ale… mam przemożne wrażenie, że na przykład w Hiszpanii, we Włoszech i w Wielkiej Brytanii przeciętny kelner/kelnerka są dużo bardziej uśmiechnięci niż ich odpowiednicy w Polsce. Może taka już nasza narodowa specyfika – ale mnie się to akurat nie podoba…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz