Zazwyczaj jeśli poznało się jakieś miejsce od kuchni to nie
chce się tam wracać i występować w roli klienta. Wspomnienie hektolitrów potu i
alkoholu przelewającego się na zapleczu, nieustających bluzgów pomiędzy wyższą
kastą kucharzy a pariasami kelnerami oraz pulsującego bólu kręgosłupa po
18-godzinnej zmianie to coś, co skutecznie zniechęcało mnie do stołowania się w
tym skądinąd przecudnej urody miejscu. Pamięć ludzka jednak ma to do siebie,
że jest ulotna i woli zachowywać te milsze chwile, tak więc kuszona obietnicą
posiłku w słońcu z widokiem na Wisłę i las Wolski - powróciłam na stare śmieci.
Po krótkiej wspinaczce pod górkę oczom naszym ukazuje się okazały zamek, obok
klimatyczna baszta. Oto restauracja i kawiarnia „U Ziyada”, zamek w
Przegorzałach.
Etykiety
- Albania
- Azja
- Bo mnie szwagier namówił...
- Burgery
- Cieszyn
- Cukiernie
- Degustacja
- Fast food
- Festiwale kulinarne
- Folusz
- Hiszpania
- Hotel
- Jasło
- Kalisz
- Kraków
- Książki
- Kuchnia amerykańska
- Kuchnia azjatycka
- Kuchnia barowa
- Kuchnia chińska
- Kuchnia czeska
- Kuchnia francuska
- Kuchnia grecka
- Kuchnia hiszpańska
- Kuchnia indyjska
- Kuchnia japońska
- Kuchnia kurdyjska
- Kuchnia lankijska
- Kuchnia łemkowska
- Kuchnia meksykańska
- Kuchnia molekularna
- Kuchnia niemiecka
- Kuchnia orientalna
- Kuchnia polska
- Kuchnia rumuńska
- Kuchnia singapurska
- Kuchnia syryjska
- Kuchnia tajska
- Kuchnia turecka
- Kuchnia wegetariańska
- Kuchnia węgierska
- Kuchnia włoska
- Kursy gotowania
- Lublin
- Macedonia
- Na brzegu talerza
- Najedzeni Fest
- Nałęczów
- Podróże kulinarne
- Polska
- Przemyśl
- Przepisy
- Ruczaj
- Rumunia
- Rymanów
- Singapur
- Slow Food
- Sri Lanka
- Street Food
- Śniadania
- Świat
- Tajlandia
- Wielka Brytania
- Włochy
wtorek, 29 października 2013
niedziela, 13 października 2013
Slow fast food czyli Ricebar na Kazimierzu
Kolejny wieczór spędzany w ulubiony przeze mnie
sposób – piwko z przyjaciółmi na Kazimierzu. Kolejny raz w trakcie wieczoru
rośnie apetyt. Czy kolejny raz skazana zostanę na nieśmiertelne zapiekanki???
Otóż nie. Za poradą barmana odwiedziłam nowe miejsce na tego typu okazje – Ricebar na ulicy Podbrzezie (w sąsiedztwie Propagandy i Szynku). Przemiły młody
człowiek miał niezwykle dużo energii jak na tę nocną porę i ochoczo zaczął
opowiadać o asortymencie.
Otóż w barze można sobie wybrać jeden z trzech
rodzajów ryżu dostępnego tego dnia (w ogóle mają tych rodzajów o wiele więcej).
Do tego wybieramy sobie jeden z sosów – czterech słonych, trzech słodkich.
Jeden ze słonych sosów zazwyczaj jest tzw. „polskim smakiem” (grzybowy, miodowo-musztardowy), pozostałe to
najczęściej różne rodzaje curry.
piątek, 11 października 2013
Bo mnie szwagier namówił...
Właściwie żadna historia zaczynająca się od słów "Bo mnie szwagier namówił..." nie ma prawa skończyć się dobrze. Ale być może będzie to wyjątek potwierdzający regułę. Szwagier zwany Benym, przy jednym z "piwnych spotkań" rzucił luźną myśl - powinniście mieć serię gdzie opisujecie krakowskie bary mleczne. Cóż - challenge accepted!
Na pierwszy ogień wybrałem Jadłodajnię u Babuni. Czemu? Bo na "Filarki" czy "Flisaka" się nie rzucę na początek ;). A drugi powód jest taki, że do Jadłodajni mam sentyment.
Lokal u Babuni znajduje się w samym centrum Osiedla Podwawelskiego. Nie jest to typowy bar mleczny, raczej zwykła osiedlowa jadłodajnia. Podczas studiów zdarzało się tam stołować bardzo często. I teraz też od czasu do czasu tam wracam - kiedy mam ochotę na zwykłe i szybko podane jedzenie.
Na pierwszy ogień wybrałem Jadłodajnię u Babuni. Czemu? Bo na "Filarki" czy "Flisaka" się nie rzucę na początek ;). A drugi powód jest taki, że do Jadłodajni mam sentyment.
Lokal u Babuni znajduje się w samym centrum Osiedla Podwawelskiego. Nie jest to typowy bar mleczny, raczej zwykła osiedlowa jadłodajnia. Podczas studiów zdarzało się tam stołować bardzo często. I teraz też od czasu do czasu tam wracam - kiedy mam ochotę na zwykłe i szybko podane jedzenie.
wtorek, 17 września 2013
Po prostu obiad - Fabryka Smaku
Czasem nie chce mi się gotować, czasem nie mam czasu. Kiedy stan taki przydarza mi się w środku tygodnia, kiedy nie mam również czasu stołować się w wyszukanych miejscach i po prostu chcę zjeść obiad, wybieram miejsca takie jak Fabryka Smaku. Nie do końca restauracja, coś więcej niż bar mleczny. Sami siebie nazywają bistro, usłyszałam również opinię, że to lokal w modnym dziś "nurcie lunchowym". Mniej kojarzy się z tradycyjnym obiadem codziennym.
Każdego dnia przed drzwiami na ulicy Librowszczyzny staje czarna tablica
z wypisanymi kredą zestawami dnia. Zazwyczaj takich zestawów do wyboru jest trzy -
zupa, drugie i kompot. Wchodzimy do środka. Małe wnętrze sprawia wrażenie kopii
z katalogu IKEA. Jednak jeśli na chwilę się usiądzie i rozejrzy,
bezpretensjonalne dodatki sprawiają, że człowiek czuje się bardziej jak w domu,
a nie jak w sklepie.
niedziela, 8 września 2013
El Toro - pomiędzy deklaracją a czynami...
W pewne letnie popołudnie naszła mnie ochota na kuchnię hiszpańską i namówiłem KADR-ową na odwiedziny w El Toro na placu Wolnica. Ochota na hiszpańską kuchnię to właściwie mało powiedziane, ja tego słońca i hiszpańskiej atmosfery w jedzeniu potrzebowałem bardziej niż nasza reprezentacja piłkarska dobrego meczu.
wtorek, 3 września 2013
Kiełbaska na koniec wakacji
Wakacje się kończą, w Krakowie już prawie pełnia jesieni, a jednak jeść trzeba. :) A cóż zjeść na tzw. szybko, kiedy wieczorem przechodzi się z jednego pubu do drugiego, albo wraca późną nocą do domu?
Możemy skusić się na fast fooda sieciówkowego (jeśli głód zastał nas w okolicach Rynku). Ale ani to dobre ani dobre... Możemy przy tymże Rynku zawitać do jednej z 15624 krakowskich kebabowni, ale nigdy nie wiadomo z jakimi dodatkami go dostaniemy (że o sosach majonezowych nie wspomnę...). Balując na Kazimierzu możemy ustawić się w kilometrowej kolejce po "przepyszną, zdrową, lekkostrawną, naturalną i, co najważniejsze, z dziada-pradziada tradycyjna zapiekankę". Można... Ale, czy warto?
Możemy skusić się na fast fooda sieciówkowego (jeśli głód zastał nas w okolicach Rynku). Ale ani to dobre ani dobre... Możemy przy tymże Rynku zawitać do jednej z 15624 krakowskich kebabowni, ale nigdy nie wiadomo z jakimi dodatkami go dostaniemy (że o sosach majonezowych nie wspomnę...). Balując na Kazimierzu możemy ustawić się w kilometrowej kolejce po "przepyszną, zdrową, lekkostrawną, naturalną i, co najważniejsze, z dziada-pradziada tradycyjna zapiekankę". Można... Ale, czy warto?
niedziela, 25 sierpnia 2013
Jak się stołował Aleksander Wielki czyli Macedonia od kuchni
Moja pierwsza fascynacja kuchnią Macedonii była oczywista –
to kuchnia południa. Tu wszystko jest dojrzalsze, słodsze, rozgrzane słońcem.
Podobnie jak we Włoszech czy w Czarnogórze można zajadać się figami,
niesamowicie esencjonalnymi pomidorami i mięsistymi oliwkami. Uniwersalne zalety
wyższych temperatur i dłuższego lata. Jednak dopiero druga kulinarna twarz
macedońskiej krainy jest naprawdę interesująca – to prawdziwy miks kulturowy.
środa, 21 sierpnia 2013
Burger, tuż za rogiem
To było wczoraj. Potrzebowałam czegoś szybkiego i sycącego a zarazem oczywiście pysznego. Burger brzmiał dobrze, tak więc przeskanowałam w głowie wszystkie burgerowe miejsca, które byłyby po drodze do mojego miejsca spotkania i padło na Corner Burger. Widzieliśmy go kiedyś idąc do Sami Am Am, wyglądał ok, więc czemu nie...? Jeśli nie wyjdzie, to w najgorszym przypadku najem się średniej jakości mięsa z bułką i będę miała materiał do Trójspojrzenia - pomyślałam. Co się okazało...?
piątek, 16 sierpnia 2013
Najlepsze piwo Polski Centralnej!
Nadrabiamy zaległości... Ale kiedy jest lepszy czas na pisanie o piwie jak nie w długi, letni weekend? Chyba tylko w bardzo długi weekend majowy. :)
Mowa jest o miejscu, w którym robi się, sprzedaje i pije piwo - Złoty Róg, czyli Browar Kaliski. Swoją drogą powiem szczerze, że nie wiem, czy nazwą właściwą jest "Złoty Róg" a Browar Kaliski to tylko wyjaśnienie, czy "Browar Kaliski" to jest nazwa... W każdym razie wiemy, że chodzi o browar, który mieści się w Kaliszu i tak na prawdę tyle nam chyba potrzeba, żeby tam trafić.
My pojawiliśmy się tam pewnego deszczowego dnia, kiedy to wiosna zaskoczyła nas zimnem zamiast pięknym słońcem i zaplanowany długi spacer poszedł się paść... Ale nie ma tego złego - dzięki temu wcześniej trafiliśmy do Browaru nie tracąc czasu na chodzenie. :)
Mowa jest o miejscu, w którym robi się, sprzedaje i pije piwo - Złoty Róg, czyli Browar Kaliski. Swoją drogą powiem szczerze, że nie wiem, czy nazwą właściwą jest "Złoty Róg" a Browar Kaliski to tylko wyjaśnienie, czy "Browar Kaliski" to jest nazwa... W każdym razie wiemy, że chodzi o browar, który mieści się w Kaliszu i tak na prawdę tyle nam chyba potrzeba, żeby tam trafić.
My pojawiliśmy się tam pewnego deszczowego dnia, kiedy to wiosna zaskoczyła nas zimnem zamiast pięknym słońcem i zaplanowany długi spacer poszedł się paść... Ale nie ma tego złego - dzięki temu wcześniej trafiliśmy do Browaru nie tracąc czasu na chodzenie. :)
środa, 14 sierpnia 2013
Śniadanie uratowane, czyli Bococa naszym stałym punktem na śniadaniowej mapie Krakowa!
sobota, 10 sierpnia 2013
Pyszne książki. Dziękuję Ci Rachel Lane!
Tym razem będzie inaczej, to będzie pierwszy raz, kiedy opiszę książkę kucharską! Wcześniej pojawiały się już u nas książkowe recenzję, głównie dzięki Agacie, dla mnie jednak będzie to nowość. Ale nie mogłam się powstrzymać! Myślałam już o tym kilka razy, ale nigdy nie mogłam się zabrać, "wypróbuję jeszcze kilka przepisów i wtedy..." usprawiedliwiałam się. Ale dzisiaj już się nie dało! Pojawiło się bowiem chili con carne i przeważyło szalę!
Książka, a raczej książki o których chce napisać, to niby typowe książki kucharskie jakich wiele na naszym polskim rynku. Autorką (a w przypadku "Na ostro" współautorką) jest Rachel Lane a wydawcą Wydawnictwo Olesiejuk. Pierwsza książkę Pani Lane otrzymaliśmy z MS w prezencie i było to "Grillowanie". Nigdy wiele nie grillowaliśmy, ale jako szczęśliwi posiadacze grilla elektrycznego (część tego samego prezentu) zaczęliśmy wypróbowywać nowe kulinarne wynalazki śladami Rachel Lane. I wszystko wychodziło świetnie! Idąc więc za ciosem nabyłam drogą kupna kolejną książkę tej autorki, tym razem "Na ostro". I jeśli "Grillowanie" to był strzał w dziesiątkę, to nie wiem co powiedzieć o tej drugiej pozycji?!
Książka, a raczej książki o których chce napisać, to niby typowe książki kucharskie jakich wiele na naszym polskim rynku. Autorką (a w przypadku "Na ostro" współautorką) jest Rachel Lane a wydawcą Wydawnictwo Olesiejuk. Pierwsza książkę Pani Lane otrzymaliśmy z MS w prezencie i było to "Grillowanie". Nigdy wiele nie grillowaliśmy, ale jako szczęśliwi posiadacze grilla elektrycznego (część tego samego prezentu) zaczęliśmy wypróbowywać nowe kulinarne wynalazki śladami Rachel Lane. I wszystko wychodziło świetnie! Idąc więc za ciosem nabyłam drogą kupna kolejną książkę tej autorki, tym razem "Na ostro". I jeśli "Grillowanie" to był strzał w dziesiątkę, to nie wiem co powiedzieć o tej drugiej pozycji?!
środa, 7 sierpnia 2013
Z miłości do tapas... rzut oka na Hiszpanię
Nie tak dawno na naszym blogu pojawił się opis restauracji La Ereta w Alicante, natomiast mam poczucie, że z tego wyjazdu wyniosłem jeszcze kilka bardziej ogólnych kulinarno-gastronomicznych spostrzeżeń na temat Hiszpanii. Oczywiście mój pobyt był bardzo krótki i ograniczył się do samego Alicente, więc relacja jest zupełnie nieobiektywna i nie mająca podstaw naukowych, co nie zmienia faktu że jedzenie w Hiszpanii oraz podejście do niego mnie urzekły.
niedziela, 4 sierpnia 2013
Wołowina w Moo Moo, czyli od słów do czynów w trakcie jednego wieczora
Już prawie tydzień minął a nam nadal miło. :) Otóż zostaliśmy ostatnimi czasy zaproszeni w trójspojrzeniowym gronie na warsztat-wykład w tematyce mięsnej do Moo Moo Steak and Burger Club. Impreza skierowana była w dużej mierze do blogerów (restauracyjno-kulinarnych), aby w miłej atmosferze dowiedzieć się więcej na temat wołowiny i jej kulinarnych opcji, jak również aby rzeczoną wołowinę zdegustować oraz ocenić.
wtorek, 23 lipca 2013
La Ereta – szczyt dla odważnych
Jakiś czas temu miałem
okazję wyjechać z powodów zawodowych do Hiszpanii, a bardziej
konkretnie do Alicante. W innym poście opiszę kulinarne wrażenie z
tej krótkiej lecz bardzo przyjemnej wyprawy. Natomiast jednego z
wieczorów zostaliśmy zaproszeni do restauracji. Jakoś nie wpadło
mi do głowy żeby rzucić okiem na stronę restauracji, więc
czekało mnie kilka zaskoczeń. A więc do rzeczy...
poniedziałek, 22 lipca 2013
W poszukiwaniu muffinki doskonałej
Okazja była wyjątkowa, wyjątkowa powinna być
również muffinka – pomyślałam. Uwielbiam piec w ramach prezentów, nie ma to jak
podzielić się czymś słodkim, zrobionym własnoręcznie. A żeby wypiek dorównał
wyjątkowością okazji, postanowiłam poszukać nieprzeciętnego opakowania. Chodziłam
i szukałam, głównie po modnych w Krakowie miejscach, gdzie sprzedają cupcake (swoją
drogą dlaczego nie mogą się one nazywać tak prosto i ślicznie – babeczki???). W
jednym z takich miejsc polecono mi firmę „współpracującą” – Beetlebits.pl.
czwartek, 18 lipca 2013
Spotkanie otwarcia, spotkanie o wszystko,….
Konfederacka 4, Konfederacka 4,
Konfederacka 4… – jakiś czas temu nie dało się nie zauważyć, że wiele osób mówi
o nowym miejscu na kulinarno-winnej mapie Krakowa. Co więcej – były to słowa
pozytywne i zachęcające. Zdecydowaliśmy z KADR-ową, że idziemy, że trzeba, że
nawet trochę jak obowiązek. Jak postanowiliśmy, tak minęły pewnie dwa miesiące…
i nic. Ale pewnej niedzieli przyszła wena – tak, idziemy! I poszliśmy.
środa, 10 lipca 2013
Trójspojrzenie Najedzone Fest!
Już chwila minęła od pierwszej edycji festiwalu kulinarnego Najedzeni Fest, ale dopiero teraz udało mi się usiąść do recenzji. I to bynajmniej nie dlatego, że nie było co opisywać, lecz obowiązki tak zwane służbowe przytłoczyły w ostatnim czasie. Jako jednak, iż tamto czerwcowe popołudnie wspominam niezmiernie pozytywnie, nie mogłam o recenzji zapomnieć.
Festiwal odbył się w Hotelu Forum (w Forum Przestrzenie dokładniej), gdzie cała przestrzeń zapełniona została stanowiskami z jedzeniem i jedzeniowymi dodatkami. Wystawców było nie tylko dużo, ale i ich jakość była bardzo wysoka!
niedziela, 7 lipca 2013
Tym razem bez szczęścia - Podkowa
Nie planowałam odwiedzać tego miejsca, nigdy o nim nie słyszałam. Tak się po porostu złożyło. Podkowa na Placu Wolnica to restauracja w stylu „kazimierzowskim”. Zaskakuje przestrzenią po wejściu w podworzec, nieco zagracona starociami, o przyjemnym wystroju, głównie w drewnie. Największą zaletą jest uroczy ogródek, można posiedzieć przy solidnym drewnianym stole wśród kwitnących kwiatów i poziomek (!).
piątek, 5 lipca 2013
Lato – grill – Czarci Grill
Sezon grillowy się zaczął no więc postanowiliśmy odwiedzić
pewne miejsce, które od dawna mijaliśmy po drodze na basen. Był to pewien
zajazd, na uboczu, wręcz już poza miastem. Naokoło zielono, choć droga
ruchliwa. Wnętrze klasyczne, z rodzaju „wiejskich chat”, ogródek duży, z
mnóstwem zabawek dla dzieci, kiczowaty. Restauracja okazała się być połączona z
pizzerią, której głównym dochodem są chyba dowozy, co napawało mnie lekkim
niepokojem. Jednakże ochota na prostą, polską kuchnię zwyciężyła, gdyż takie
dania oferuje menu poza pizzą. Klienci niemięsożerni mogą mieć tu zgryza, ale
nie do końca, bo i placki ze śmietaną i
rybkę z grilla dostaną bez problemu.
poniedziałek, 17 czerwca 2013
Powrót do dzieciństwa - jedzenie po drugiej stronie szafy
Generalnie boję się kulinarnych książek „naciąganych” na
jakiś temat (inspirowanych filmem lub książką, gdzie jedzenie nie jest tematem
głównym), jednak ciekawość zazwyczaj zwycięża. Tak też się stało gdy w ręce
wpadła mi książka „160 smakowitych przepisów kulinarnych z krainy Narnii” Paolo
Gulisano i Luisy Vassallo. Z pobłażliwością zaczęłam przeglądać zbiór i szybko
stwierdziłam, że nawet jeśli z Narnią ma to niewiele wspólnego, to przepisy mogą
być warte wypróbowania.
Aby jednak wprowadzić się w specyficzny klimat przebrnęłam
przez wstęp napakowany cytatami z oryginalnej Narnii. Następnie autorzy
przybliżyli mi biografię C.S. Lewisa w kontekście kulinarnym – i tu sporo
ciekawostek z kuchni irlandzkiej, żydowskiej
i umbryjskiej. Potem jeszcze kilka wspomnień z innych dzieł Lewisa i
bardzo ciekawe „Menu krainy Narnii” – gdzie przytoczone są fragmenty książki i
spisane "autentyczne" menu np. herbatki u Pana Tumnusa (herbata, jajka na miękko,
sardynki na grzankach, grzanki z masłem, grzanki z miodem, ciastko z lukrem).
Mimo pewnej infantylności czytanie tej części przywołało zupełnie niewymuszony
uśmiech na mą twarz. Najważniejsza jest jednak druga część – faktyczny zbiór
przepisów.
niedziela, 16 czerwca 2013
Trójspojrzenie wchodzi na Facebooka!
Trójspojrzenie szaleje i wchodzi na Facebooka!
Uruchomiliśmy niedawno...

Klikajcie "lubię to", publikujcie na swoich "wall'ach", przesyłajcie znajomym i w ogóle!
Dzielmy się dobrymi wieściami! :)
Lajkujcie i otrzymujcie na bieżąco informacje o najnowszych recenzjach z kraju i ze świata!
Do zobaczenia na Fejsie!
niedziela, 2 czerwca 2013
Ancora - pierwsza taka restauracja...
Długo się zbieraliśmy. Długo zastanawialiśmy, z jakiej okazji tam pójść. Długo nie było wolnego weekendu, żeby na spokojnie celebrować. W końcu nadszedł! Pomocne w wyborze terminu było na pewno nowe menu szparagowe. Dobry pretekst nie jest zły i pewnego pięknego dnia zarezerwowaliśmy stolik na sobotni obiad! Pomimo zlej pogody, dzień okazał się piękny! A stało się to dzięki doświadczeniom smakowym w legendarnej Ancorze!
Ancory jako takiej przedstawiać chyba nie trzeba? Prowadzona przez Adama Chrząstowskiego restauracja znana jest chyba większości kulinarnych zapaleńców.
Ancory jako takiej przedstawiać chyba nie trzeba? Prowadzona przez Adama Chrząstowskiego restauracja znana jest chyba większości kulinarnych zapaleńców.
sobota, 1 czerwca 2013
Podróże kształcą - lekcja rumuńskiego
Kursując pomiędzy Krakowem a Tajlandią, zapraszam Was jeszcze raz do Rumunii. Tym razem zajrzymy nie do talerzy, ale na ulicę. Zbaczając czasem do jakiegoś miłego lokalu lub piwniczki.... Kraj ten obfituje w propozycje gastronomiczne na każdym kroku, mnie osobiście urzeka bezpretensjonalność i prostota oraz częste wrażenie przenoszenia się w przeszłość.
sobota, 25 maja 2013
Oregano, czyli restauracją Ruczaj stoi!
Piątkowe popołudnie, kiedy to nie marzyłam o niczym innym jak o pojechaniu do domu, zjedzeniu sałatki z tego, co zostało w lodowce i położeniu się na kanapie z książka w dłoni. Plan ten zrealizowany został do elementu "pojechania"... Po drodze bowiem doszłam do wniosku, że ból głowy to jednak jest z głodu, i że zanim do domu dojadę, to tylko mi się pogorszy. Po drodze zahaczyłam więc o mieszcząca się na Ruczaju restaurację Oregano, obok której wielokrotnie przechodziłam, nigdy jednak nie było okazji, aby ją odwiedzić. Wszystko składało się więc w piękną całość!
niedziela, 19 maja 2013
Śniadaniowo, jeszcze bożonarodzeniowo w Green Times
Dawno, dawno temu, kiedy jeszcze krakowskie ulice zasłane były śniegiem a większość Krakowian zajmowała się pieczeniem mięs na Święta, wybraliśmy się z MS na śniadanie. I pomimo iż było to już prawie pół rok temu i pewnie w opisywanym miejscu dużo się od tamtego czasu zmieniło, nie mogłam nie wrócić do tych wspomnień i nie opisać Green Times!
W przed-Bożonarodzeniowym klimacie doszliśmy do wniosku, że lodówka pusta a sił brak na zakupy, które pewnie i tak w większości by się zmarnowały, jako iż lada dzień wyjeżdżaliśmy Święta świętować poza Krakowem. Tak więc ubraliśmy się w tony ciuchów (pamiętajmy - to był grudzień!) i wyruszyliśmy na poszukiwanie pożywnego śniadania. Trafiło na mieszczący się na Placu Wolnica Green Times!
W przed-Bożonarodzeniowym klimacie doszliśmy do wniosku, że lodówka pusta a sił brak na zakupy, które pewnie i tak w większości by się zmarnowały, jako iż lada dzień wyjeżdżaliśmy Święta świętować poza Krakowem. Tak więc ubraliśmy się w tony ciuchów (pamiętajmy - to był grudzień!) i wyruszyliśmy na poszukiwanie pożywnego śniadania. Trafiło na mieszczący się na Placu Wolnica Green Times!
poniedziałek, 13 maja 2013
Dieta człowieka pracującego czyli kuchnia rumuńska
W Rumunii byłam już trzeci raz i po raz kolejny
stwierdziłam, że jest to miejsce, w którym nie można obawiać się o brak
wyjątkowych doznań smakowych. Jedynym, o co można się obawiać jest stan wątroby,
i to nie tylko ze względu na wszechobecną palinkę, czyli bimberek z dostępnych akurat
owoców...Musicie bowiem wiedzieć, że tamtejsza kuchnia to kuchnia pasterska, rolnicza. To wyznacza charakter najpopularniejszych i najbardziej tradycyjnych potraw. To odzwierciedlają również porcje – niezmiennie wielkie, gdziekolwiek by się nie jadło. Kuchnia rumuńska to według mnie pochwała prostoty i świeżości, z wykorzystaniem lokalnych dobroci.
środa, 8 maja 2013
Hellada – greckie smaki i grecka obsługa
Do Hellady wybrałem się zachęcony
przez Znajomego Wielbiciela Jagnięciny ;), który to właśnie grecką tawernę
zaproponował na miejsce sobotniego spotkania. Jako że jagniątkiem sam nie
pogardzę, przystałem na propozycję z radością. Dodatkowo Hellada leży nieco na
uboczu „utartych szlaków gastronomicznych”, więc skoro pojawiła się okazja –
żal było nie skorzystać.
Tak się złożyło, że do Hellady dotarłem pierwszy, więc w towarzystwie Żywca mogłem sobie oglądać wnętrze, które jest nawet całkiem sympatyczne, z dużą ilością butelek po winie i książek. Część małych stolików znajduje się w bocznej salce, która już moim zdaniem taka sympatyczna nie jest. Natomiast wnętrze jest zdecydowanie ciekawsze od „zewnętrza” restauracji – to co widzimy przed wejściem kompletnie zniechęca do jedzenia. Ale cóż, ciężko sobie okolicę upiększać…
czwartek, 11 kwietnia 2013
Bardzo pozytywne zaskoczenie w RotiRoti
Do RotiRoti trafiliśmy podobnie jak w kilku innych przypadkach, dzięki zakupom grupowym (chyba Citeam, ale nie do końca pamiętam). Kuchnia indyjska zawsze brzmiała nam bardzo ciekawie - nie, żebyśmy się na niej znali, po prostu po kilku próbach (niestety w większości poza Krakowem) smaki dość nam podeszły. Biorąc dodatkowo pod uwagę że dwie inne krakowskie restauracje indyjskie nie zachęcały (jedna podobno bardzo niedobra, w drugiej kiedyś się strułam, więc nie wrócę), postanowiliśmy odkryć nowe, indyjskie miejsce na kulinarnej mapie Krakowa. I tak trafiliśmy do RotiRoti.
niedziela, 7 kwietnia 2013
W gościnne, łemkowskie progi...
Mniej więcej rok temu
wiosenną porą miałem okazję w rodzinnym gronie odwiedzić
Regionalna Karczmę „Gościnna Chata”. Znajduje się ona w
Wysowej i trzeba przyznać, że jest hitem okolicy. Ciężko tu
znaleźć wolne miejsca, a wśród znajomych trwają dyskusje czy
prawdziwe łemkowskie jedzenie to w tej karczmie, czy tej po drugiej
stronie drogi. No właśnie – w „Gościnnej Chacie” w Wysowej
serwują nam kuchnię łemkowską, nie wiem czy prawdziwą, ale na
pewno smaczną. Dlatego kiedy dowiedziałem się, że w Krakowie
zaistniała „siostra” owej wysowskiej karczmy – nie było
wyboru, trzeba było spróbować.
piątek, 5 kwietnia 2013
Love Krove, czyli To Love or not to Love...?
Subskrybuj:
Posty (Atom)


























